MENU

Korzystaj z owoców oszczędzania.

oprocentowanie 2,7% przez 4 mies. na nowe środki

Na trudne czasy, czyli po co nam złoto?

103 tony, 8 400 sztab - wszystko zmieściłoby się w pomieszczeniu o kubaturze niecałych 5 metrów sześciennych. Wartość około 16 mld złotych. To całe polskie rezerwy złota, i to w dodatku w większości trzymane w Banku Anglii.
Udostępnij Tweetnij

Największe rezerwy złota mają kraje, których waluty są najistotniejsze z punktu widzenia gospodarki światowej. Dlatego najwięcej ton tego kruszcu mają Stany Zjednoczone – 8133. Na drugim miejscu są Niemcy (3373) a na trzecim Włochy (2451). Polska ze swoimi 103 tonami jest na 33 miejscu w rankingu. Kiepsko też wypadamy, jeśli wziąć pod uwagę procentową wartość złota w całym koszyku rezerw – to tylko 4 procent polskich rezerw oficjalnych, prawie cała reszta to euro i dolary amerykańskie. Dla porównania – w USA ten kruszec to 75 procent rezerw.

Co ciekawe – w Polsce przechowywane jest tylko 5 procent całego naszego kruszcu. Reszta leży w skarbcu Banku Anglii. Według NBP to lepsze rozwiązanie, niż trzymanie całości w kraju, bo pozwala na wygodniejsze zarządzanie tym majątkiem.

Po co nam złoto?

Złoto, jest tradycyjnie traktowane jako zabezpieczenie na złe czasy, broniące majątek przed zawirowaniami na rynkach finansowych czy nawet na czas wojny. I rzeczywiście – w chwilach, gdy światową gospodarką wstrząsały kryzysy cena złota gwałtownie rosła. W latach 2011-2012 przekroczyła 1700 dolarów za uncję (ok 56 mln USD za tonę). To oznacza, że wtedy polskie 103 tony złota były warte o ponad 1,7 mld dolarów więcej niż dziś (kiedy za tonę płacimy niecałe 40 mln USD).

Drugim, obok państwowych rezerw, filarem rynku złota są prywatni inwestorzy. Jak wynika z danych Światowej Rady Złota (WGC), w pierwszym kwartale 2018 ilość sztab i monet przez nich kupionych spadła o 15 procent, a ogólny popyt na złoto inwestycyjne o 27 procent.

Krugerranda

I miejsce

USA
wprzód wstecz

Można więc powiedzieć, że w oczach inwestorów dająca się przewidzieć przyszłość światowej gospodarki nie wygląda źle i nie ma potrzeby przenosić się na rynek złota.

Jak kupować złoto?

Wystarczy znaleźć dealera – koniecznie sprawdzonego i godnego zaufania. Do rynkowej ceny złota trzeba będzie dopłacić nawet kilkuprocentową prowizję. Złoto sprzedają też niektóre banki -zakupy tam sądobrym pomysłem, bo pozwalają zniwelować ryzyko oszustwa i nabycie produktu złotopodobnego. Z tego samego powodu lepiej szerokim łukiem omijać wszelkie inwestycyjne „okazje”.

Złoto można kupić w sztabkach – najtańsze ważą 1 gram i kosztują ok. 200 zł. Najcięższa – 1 kg – to wydatek co najmniej150 tysięcy złotych. Oprócz sztabek można nabyć też złote monety, tzw. bulionowe (bez wytłoczonych wartości numizmatycznych). Najpopularniejsze to Krugerrandy z RPA, kanadyjski Liść Klonowy, australijski Kangur i austriacki Filharmonik, brytyjski Suweren oraz amerykański Złoty Orzeł.

Kupowanie złotej biżuterii nie jest zalecane jako forma inwestycji. Po pierwsze – najczęściej do jej wyrobu wykorzystywane są stopy złota z innymi metalami, a po drugie – cena kruszcu jest powiększona o wartość pracy jubilera, który ją wykonał. Trudno więc tutaj o sensowną stopę zwrotu, chyba, że dana biżuteria ma dodatkową wartość jako dzieło sztuki lub stanowi przedmiot kolekcjonerski z innych względów (np. należała do znanej osoby). Jest to jednak zupełnie inny charakter inwestycji.

Zarabianie w sieci – oszustwa i mity

Poszukiwanie łatwego zarobku nie jest wynalazkiem czasów internetu. Ale to w internecie pomysły na szybie pieniądze zaczęły się mnożyć i pochłaniać umysły naiwnych. Poniższe przykłady pokazują, że nie ma szybkich pieniędzy. Jest albo ciężka praca – albo oszustwo, lub przynajmniej naciągactwo.
Udostępnij Tweetnij

Zarabianie za klikanie

„Dwie dwudziestolatki zarabiają fortunę klikając w necie” - widzisz taki banner i wchodzisz dalej. Otwiera się strona opisująca historię geniusza, który odkrył algorytm pozwalający zarabiać duże pieniądze w kilka minut za pomocą komputera. Długi tekst kończy się zachęceniem do wejścia dalej, gdzie już jest formularz do wypełnienia. A obok opinie rzekomych beneficjentów systemu, podpisane popularnymi nazwiskami i opatrzone zdjęciami, kupionymi w internecie. I jeszcze tekst: „Z algorytmu może skorzystać ograniczone liczba osób, zostało jeszcze (licznik w dół) miejsc.”

Nie klikaj w takie reklamy, nie wypełniaj formularza. Te strony to oszustwo, choć opierają się na (legalnym) inwestowaniu w tzw. opcje binarne. Jest to rodzaj zakładów, realizowanych przez internet przez zarejestrowanych na konkretnej platformie użytkowników. Mają oni za zadanie przewidzieć w jakim kierunku poruszy się cena danego aktywa (np. dolara, złota czy ropy). Wykładają pieniądze, klikają „góra-dół” i … zarabiają albo tracą. To jest bardzo ryzykowna forma inwestowania i bardzo szybko można stracić wszystkie wpłacone pieniądze. Rzeczywiste zarabianie na niej wymaga specjalistycznej wiedzy, ale też szczęścia. To czysty hazard.

Namów kogoś do namawiania innych

Złą sławę (chociaż z innych powodów) ma Multi-Level-Marketing, zwany też marketingiem sieciowym. Tutaj trudniej o oszustów – ryzyko jest zdecydowanie niższe, ale też możliwości zarobku są mocno przekolorowane. W MLM chodzi o to, by namawiać innych do zakupu jakichś produktów, a jeszcze lepiej – przekonać ich, by sami zaczęli namawiać innych. Zarabiamy na prowizji od własnej sprzedaży i sprzedaży naszych „podopiecznych” dystrybutorów.

Pół biedy, jeśli produkt jest rzeczywiście wart swojej ceny, ale najczęściej nie jest. Do tego zwykle na początku, żeby zacząć sprzedawać, sami musimy kupić produkt za określoną kwotę. A potem następuje czas, w którym stajemy się po prostu sprzedawcą na prowizji. Przebijają się ci najbardziej komunikatywni, bezczelni, a nawet... bezwzględni.

Kasa za ankiety

Kiedyś popularny sposób na zarabianie, dziś traci na znaczeniu.

wprzód wstecz

Freelancer

Freelancerzy, czyli tzw. "wolni strzelcy" mają pracę zadaniową. W większości przypadków są to specjaliści w jednej, konkretnej dziedzinie i wykonują projekty na zlecenie.

To zajęcie polega na zarejestrowaniu się na platformie ankietowej i wypełnianiu owych ankiet.

Plusem jest to, że nie wymagają one żadnych wpłat i można w każdej chwili zrezygnować. Minusem – wysokość zarobków. Po sieci krążą jeszcze informacje o sposobach na wysokie wypłaty za ankiety, ale to mit. Zwykle dostajemy kilka, a najlepszym razie - kilkanaście złotych za wielostronicowe ankiety, których wypełnienie zajmuje nawet kilka godzin. To często następuje po wysłaniu pierwszej, łatwej i lepiej płatnej ankiety „na zachętę”. Nie jest też tak, że możemy ankiety wypełniać non stop – system kwalifikuje nas wg określonych kryteriów i jak do nich nie pasujemy to możemy z danej platformy dostać nawet… jedną ankietę w miesiącu.

Zarabiaj na pasji, czyli pisz bloga

Wizja siedzenia w domu przy komputerze i zarabiania na życie na pisaniu o własnym hobby nie jest nieprawdopodobna, ale udaje się nielicznym. Nie jest prawdą, że dzięki blogowi będziemy mogli bezkosztowo zarabiać na sprzedawaniu produktów powiązanych z tematem bloga (programy afiliacyjne). Nie jest też prawdą, że będziemy masowo dostawać bezpłatne próbki produktów czy sprzęt do testowania od producentów, którzy będą chcieli, byśmy je zrecenzowali.

To wszystko jest możliwe, ale wymaga wielu lat pracy i nakładów – także finansowych. Żeby zarabiać jako bloger trzeba pisać o tym, o czym ludzie chcą czytać, naprawdę się na tym znać lub szybko się uczyć. Trzeba pisać dużo i walczyć o każdy stopnień w górę na liście wyników w google. A to udaje się nielicznym.

Sukces dzięki filmikom

Wideo staje się marketingowo ważniejsze od słów, dlatego coraz łatwiej będzie można na nim robić pieniądze – to kolejny mit dotyczący zarabiania w sieci. Podobnie jak w przypadku bloga – trzeba dużo pracy i cierpliwości, żeby się wybić. Wystarczy przypomnieć, że na Youtube w każdej minucie pojawia się 300 godzin nowych materiałów video. I teraz pytanie – czy robisz wystarczająco ciekawe i oryginalne treści, żeby się wyróżnić i być oglądanym częściej niż inni? Jeśli nie, to jesteś na prostej drodze do wylądowania w szerokiej grupie youtuberów, których materiały oglądają oni sami i ich rodzina.

Oszczędzać – ale gdzie? Policzyliśmy ile można zarobić przez 18 lat

Masz solidną pracę, trochę oszczędności na czarną godzinę i chcesz, żeby twoje dziecko miało lepszy start niż ty. Znajdujesz więc w portfelu 500 złotych miesięcznie i postanawiasz je przeznaczyć właśnie na ten cel. Tylko co wybrać – lokaty czy fundusze?
Udostępnij Tweetnij

Na początek działanie podstawowe – 18 lat to 216 miesięcy. Mnożąc to przez 500 złotych mamy 108 tysięcy złotych. To jedyne pewne wyliczenie w tym zestawieniu – reszta to przykłady oparte na danych historycznych i założeniu, że historia będzie się powtarzać. Ale na czymś trzeba się przecież oprzeć, a więc – liczymy.

Na początek coś prostego - lokaty. Według informacji NBP w ciągu ostatnich lat najkorzystniej było wybierać lokaty krótkoterminowe – te na 3 miesiące. Z naszych obliczeń wynika, że średnia roczna stopa zwrotu takich depozytów za ostatnie 10 lat to 3,3 procent.
Jeśli co miesiąc wpłacamy na odnawialną trzymiesięczną lokatę 500 złotych to po 18 latach takiego oszczędzania zgromadzimy (suma wpłat i odsetek) 147 tysięcy złotych.
Podatek od zysków kapitałowych (19 procent) zje nam 7 tys. zł, więc zostaje 140 tys. zł.

Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana w przypadku funduszy inwestycyjnych. Wybór jest ogromny, zyski nawet wśród produktów z tej samej grupy bywają bardzo różne.

W tym zestawieniu bierzemy pod uwagę tą bardziej ryzykowną, ale też dość popularną grupę produktów – czyli fundusze akcji polskich małych i średnich spółek. Porównamy je z grupą średniego ryzyka – funduszami polskimi mieszanymi stabilnego wzrostu oraz bardzo bezpiecznymi funduszami dłużnymi polskich papierów skarbowych. Dla najbardziej ambitnych dołożymy jeszcze najlepiej radzącą sobie ostatnio grupę funduszy, czyli akcji amerykańskich.

Nie da się przewidzieć, ile na funduszach zarobimy w przyszłości (i czy w ogóle). Jedyne co możemy, to spojrzeć wstecz. Analizując ostatnie lata można wyliczyć ile każdy fundusz zarobił dla swoich klientów i czy podjęte ryzyko się opłaciło.

Średnia roczna stopa zwrotu dla tych funduszy z ostatnich 5 lat to:
- fundusze akcyjne polskich małych i średnich spółek – 6,3 procent
- fundusze mieszane polskie stabilnego wzrostu – 1,7 procent
- fundusze dłużne skarbowe – 2,1 procent
- fundusze akcji amerykańskich – 8,3 procent

Jak wśród tych wszystkich procentów wygląda nasze 500 złotych odkładane przez 18 lat co miesiąc? Jeśli przyjmiemy, że w tym czasie fundusze będą sobie radziły podobnie jak w ostatnich latach, to nasze inwestowanie przyniesie następujące efekty:

Zysk po 18 latach (po odjęciu podatku 19 procent)
- fundusze akcji polskich małych i średnich spółek: 183 tys. zł
- fundusze mieszane polskie stabilnego wzrostu: 122 tys. zł
- fundusze dłużne polskie papiery skarbowe: 127 tys. zł
- fundusze akcji amerykańskich: 222 tys. zł

Pamiętać trzeba, że to jedynie wyliczenie dla przykładowych grup funduszy. Szukając odpowiedniego dla siebie produktu trzeba prześledzić wyniki poszczególnych funduszy w dłuższym okresie czasu, żeby chociaż w przybliżeniu ocenić prawdopodobne zyski. Koniecznie też zajrzyjmy do tabeli opłat i prowizji – te też zjedzą część naszych pieniędzy.

Podstawową zasadą, jaką powinni się kierować wszyscy inwestorzy to dywersyfikacja portfela, czyli mówiąc prościej – podzielenie inwestowanych pieniędzy między różne produkty. W ostatnim wyliczeniu zainwestujemy połowę pieniędzy w lokaty, a połowę w fundusze akcyjne.

Lokaty plus fundusze akcji - zysk po 18 latach (pod odjęciu podatku)
- lokaty – 70 tys. zł
- fundusze – 92 tys. zł
- razem – 162 tys. zł

Dodajmy jeszcze, że wszystkie te zyski będą obniżone przez wartość inflacji. Ten ostatni wskaźnik przewidzieć jeszcze trudniej niż zysk. W ostatnich 18 latach ceny rosły nawet o 10 proc. rocznie (2000 rok), a trzy lata temu zamiast inflacji mieliśmy deflację, czyli ceny spadały – o 0,9 proc w ujęciu r/r.

Jakie zyski może dać 500 złotych odkładane przez 18 lat co miesiąc?
Produkt Oprocentowanie Zysk po 18 latach*
Lokaty krótkoterminowe (3 m-ce) 3,3 procent 140 tys. zł
Fundusze akcyjne polskich małych i średnich spółek 6,3 procent 183 tys. zł
Fundusze mieszane polskie stabilnego wzrostu 1,7 procent 122 tys. zł
Fundusze dłużne skarbowe 2,1 procent 127 tys. zł
Fundusze akcji amerykańskich 8,3 procent 222 tys. zł
* po odjęciu podatku 19 procent
A jakie jeśli zainwestujemy połowę pieniędzy w lokatę a połowę w fundusze akcyjne?
Lokaty krótkoterminowe (3 m-ce) 70 tys. zł
Fundusze akcyjne 92 tys. zł
Razem 162 tys. zł

Tanie kupowanie. Wystarczy dostęp do smartfona

Stosy gazetek promocyjnych pod drzwiami zniechęcają do poszukiwań okazji, ale można je zamienić na listę aktualnych promocji w telefonie. Ten sam telefon można wykorzystać przy płaceniu za te zakupy. Dzięki temu „smart zakupy” staną się proste i – tańsze. Czyli dosłownie – ”mądrzejsze”.
Udostępnij Tweetnij

Aplikację, w której możemy zobaczyć aktualną ofertę i produkty w promocji ma dzisiaj każda licząca się sieć – hipermarkety, sklepy odzieżowe, elektromarkety. Zastępują one też kartę klienta, dzięki której zbieramy punkty lub możemy skorzystać ze specjalnych ofert dla „klubowiczów”. To z pewnością przydatne narzędzie dla osób, które często robią zakupy w danym sklepie.

Dla tych, którzy chcą mieć szerszy obraz promocyjno-ofertowego rynku polecić można aplikacje, które zbierają dane ze wszystkich (lub prawie wszystkich) sklepów wydających „gazetki”. Dają one też możliwość natychmiastowego powiadamiania o obniżkach w wybranych sklepach lub na wybraną grupę produktów – wszystko to można dowolnie konfigurować. Znajdziemy też w nich oferty sieci fast-foodów lub operatorów telewizyjnych . Dla tych, którzy nie chcą ominąć (dosłownie) żadnej okazji przydatna będzie funkcja informowania o promocjach w sklepach znajdujących się w pobliżu miejsca, gdzie się znajduje telefon z aplikacją .

Są też aplikacje, które poza informacjami o promocjach (aktualnych i nawet przyszłych) oferują użytkownikowi kupony zniżkowe – do restauracji, kin i sklepów. A dla tych, którym jeszcze mało opisanych funkcji ciekawa może się okazać opcja przygotowania listy zakupów na podstawie aktualnych promocji lub lokalizowania sklepów z takimi ofertami na mapie.

Kiedy już znajdziemy promocję i stoimy przy kasie – przyda się drugi rodzaj aplikacji do „smart zakupów” - te, które pozwalają zapłacić bez użycia gotówki czy karty, tylko z wykorzystaniem telefonu.

Tak działają bankowe aplikacje mobilne np. Alior Banku.
Smartfon jest jak karta zbliżeniowa – przykładamy telefon do czytnika i jeśli transakcja przekracza 50 zł wbijamy PIN. I tyle. Takie możliwości daje Android Pay, która umożliwia podłączenie w jednej aplikacji kart wielu banków, dzięki czemu smartfon staje się rzeczywiście wirtualnym portfelem.

Szybki przelew do znajomego, bo przy kasie zabrakło nam gotówki. Nie ma problemu. Wystarczy, że poda nam numer swojego telefonu. Pieniądze otrzyma natychmiast.

Uniwersalnym sposobem płatności z wykorzystaniem tylko smartfonu jest też polski system BLIK. Jest on połączony z aplikacją bankową wspomnianego Alior Banku i sprowadza się do wygenerowania na telefonie kodu, który w ciągu 2 minut trzeba wpisać na klawiaturze terminala przy sklepie a potem potwierdzić na ekranie smartfona. BLIKiem można też wypłacać pieniądze z bankomatów bez użycia karty, płacić w internecie.

Logowanie do aplikacji? Też nie musimy zapamiętywać kolejnego PIN-u.Wystarczy nasz uniklany odcisk palca.
Uwaga! Kluczem jest tzw. technologia NFC. Żeby korzystać z płatności zbliżeniowych telefonem twój smartfon musi mieć moduł NFC i system android 4.4 lub wyższy. Ten warunek spełnia większość obecnych na rynku smartfonów.

Oszczędzanie domowe a inflacja. Jak oszczędzać, by nie tracić.

Wszystko drożeje - masz takie poczucie, gdy odchodzisz od sklepowej kasy? Masz rację! Akurat teraz, bo jeszcze dwa lata temu – statystycznie – ceny spadały. Wtedy rosła wartość twoich pieniędzy, nawet jeśli trzymałeś je w domu. Tylko – czy to był najlepszy wybór?
Udostępnij Tweetnij

Na początek krótkie wyliczenie. Jeżeli rok temu miałeś 10 000 złotych i trzymałeś je w domu - to dzisiaj te pieniądze warte są 9 842 złote 50 groszy – tzn. kupisz za nie towary o takiej właśnie wartości. Jeśli tak samo "zabezpieczyłeś" taką kwotę 10 lat temu, to dzisiaj masz 9 241 złotych 95 groszy – straciłeś więc prawie 800 złotych.

Co z tego wynika? Oczywista zasada - jeśli pieniądze trzymasz w domu, to je tracisz.

No dobrze, ale co się dzieje jak te ceny spadają – jak jeszcze dwa lata temu, kiedy mieliśmy w Polsce kilkanaście miesięcy deflacji? Wtedy - jesteś do przodu. Za twoje trzymane w domu pieniądze kupisz po pewnym czasie więcej. Są jednak dwa "ale".

Po pierwsze - w ciągu ostatnich 10 lat mieliśmy jeden okres deflacyjny - między lipcem 2014 a październikiem 2016. Jeśli więc w czerwcu 2014 roku schowałeś 10 000 złotych to w październiku 2016 mogłeś kupić za nie towary o wartości o 151 złotych większej.
Jednak kilka miesięcy później sytuacja się zmieniła i znów ceny wzrosły, a wartość oszczędności - zaczęła topnieć.

Jeżeli rok temu miałeś 10 000 złotych i trzymałeś je w domu - to dzisiaj te pieniądze warte są 9 842 złote 50 groszy

Money.pl

Z tego właśnie wynika drugie „ale” dotyczące zyskiwania na deflacji. W długim okresie ceny zawsze rosną, czyli - jeśli planujesz oszczędzać 5, 10 czy więcej lat - trzymanie pieniędzy w domu się nie opłaci. I tu najlepszym przyjacielem - zarówno dla nas jak i dla naszej gotówki - okazują się bank.

Oprocentowanie lokat czy kont nigdy nie jest ujemne – oznacza to, że nawet jeśli nie zyskasz zbyt dużo trzymając pieniądze w banku – to na pewno na tym nie stracisz.

Dodatkowo kiedy ceny w gospodarce spadają (deflacja) każdy produkt bankowy jest korzystny - nawet jeśli jego oprocentowanie wynosi 0,1 proc. Bank tworząc produkty oszczędnościowe, zawsze dają bowiem oszczędzającemu więcej niż zero.
Dla nas to nie tylko źródło zysku, ale często jedyny sposób by nauczyć nas tego, że nie wszystko co zarobimy musimy wydać. Oszczędzanie nie jest bowiem najmocniejszą stroną większości z nas.

Inflacja w Polsce

Oszczędność energii, ale czy oszczędność pieniędzy?

Niższe rachunki za prąd to zachęta, która ma nas skłonić do zakupu bardziej energooszczędnych żarówek czy sprzętu AGD. Te nowoczesne, ekonomiczne (i ekologiczne) kosztują więcej niż tradycyjne, a te tradycyjne określane są jako prądożerne i nieopłacalne w dłuższej perspektywie. Czy rzeczywiście tak jest?
Udostępnij Tweetnij

Jedna tradycyjna żarówka 60W kosztuje ok. 4 złotych. Żeby uzyskać światło o podobnej jasności musimy kupić świetlówkę LED o wydajności około 700-800 lumenów, czyli 10W. Taką, którą da się wkręcić zamiast tradycyjnej żarówki (czyli z gwintem E27) można kupić już za ok. 10 zł. Różnica w zakupie wynosi więc 6 złotych.

A ile da to oszczędności na rachunku za prąd? Przelicznik jest dość prosty. Za jedną kilowatogodzinę (czyli ilość energii, jaką zużywa urządzenie o mocy 1000 watów przez godzinę) płacimy dziś w Polsce około 50 groszy. 60W to 0,06 kilowata.

Jeśli nasza tradycyjna żarówka świeci przez 6 godzin dziennie, to dzienny koszt energii elektrycznej wyniesie 18 groszy - 0,06 (kiolowatów) x 6 (godzin) x 0,5 (złotego). Jeśli to samo obliczenie zastosujemy dla świetlówki LED (0,1 x 6 x 0,5) otrzymamy 3 grosze. Różnica dzienna na rachunku to 15 groszy. Można rzec – niewiele. Ale wystarczy tę oszczędność pomnożyć przez 356 dni w roku i mamy 54 złote. Jeśli więc w mieszkaniu jest 10 takich żarówek – zaoszczędzimy 540 złotych. Dodajmy, że potrzeba 40 dni, żeby wybór LEDowej świetlówki zamiast tradycyjnej żarówki się zwrócił.

Podobnie jest z zakupem sprzętu AGD. Oznaczenia elektroefektywności producenci umieszczają zwykle w najbardziej widocznym miejscu (to te naklejki z oznaczeniami od A+++ do nawet G – im niższa litera alfabetu i większa ilość plusów tym oszczędniej).

Czy warto więc kupić sprzęt droższy, ale bardziej ekonomiczny? Policzmy to na przykładzie działającej bez przerwy lodówki.
Najtańsza lodówka znanego producenta oznaczona A+++ kosztuje 1999 złotych i zużywa rocznie 175 kWh energii, co kosztuje około 88 złotych. Za model z dwoma plusami (A++) wydamy 1799 zł, a rocznie skonsumuje ona 252 kWh, co będzie kosztować 126 zł. Kolejny model (A+) kosztuje 1499 zł, roczne zużycie energii to 272 kWh czyli 136 zł.

Różnica między najoszczędniejszym a najmniej oszczędnym sprzętem na rachunku za prąd to rocznie 48 zł. Różnica w cenie zakupu to 500 zł Prosty rachunek pokazuje, że zakup droższej, bardziej energooszczędnej lodówki zwróci się po nieco ponad... 10 latach.

Jeśli więc rozważamy, czy warto wymienić żarówki na LEDy – odpowiedź brzmi: jak najbardziej. Jeśli zaś szukamy oszczędności w zakupie energooszczędnego sprzętu AGD – dobrze to policzmy. Może się okazać, że wyższa cena zwróci się nam dopiero po wielu latach, prawdopodobnie w chwili, kiedy znów zaczniemy rozważać zakup nowego urządzenia, bo stare może ulec awarii, albo przestanie spełniać nasze oczekiwania.

Na co możesz wydać 540 zł

Weekend we dwoje

Wyrwijcie się od codzienności i zaszyjcie gdzieś tylko we dwoje! Romantyczna kolacja, spacer w świetle księżyca, a może wspólne patrzenie w gwiazdy na łonie natury?

Lot szybowcem

A może cisza, piękne widoki i niezapomniane emocje? Taka perspektywa świata wydaje się być... nieziemska!

Wizyta w SPA

A co powiesz na chwile relaksu podczas których zregenerujesz ciało i duszę?

Catering dietetyczny

Wybierz dietę dostosowaną do swoich potrzeb, a potem... ciesz się zdrowiem i piękną sylwetką!

Kurs szybkiego czytania

Wiedziałeś, że Twój umysł na potencjał, aby czytać w tempie 600 - 900 słów na minutę? Popraw swoją koncentrację oraz zapamiętuj szybciej i na dłużej! Umiejętność szybkiego czytania zdecydowanie ułatwi Ci życie.

Procenty na procentach, czyli inwestowanie w alkohole

Najdroższą butelką wina, jaką kiedykolwiek sprzedano było Screaming Eagle Cabernet Sauvignon 1992. Wylicytowano ją za pół miliona dolarów. Najdroższa whisky na świecie to obecnie Macallan 1926. Kosztowała nabywcę 600 tys. dolarów - kupił jej od razu dwie butelki. Takie kwoty pobudzają wyobraźnię nie gorzej niż ceny dzieł sztuki osiągane na aukcjach. Czy zatem alkohole to równie dobra inwestycja?
Udostępnij Tweetnij

Od razu odpowiadamy - dobra, ale trudna i dość droga. Alkohole należą do tzw. inwestycji alternatywnych. Alternatywnych dla produktów rynku finansowego i obejmujących także sztukę, klasyczne samochody, biżuterię czy nawet rzadki sprzęt elektroniczny. Na takim inwestowaniu trzeba się znać albo powierzyć pieniądze fachowcom, którzy zainwestują je za nas. Pobierając prowizję, oczywiście.

Inwestować w alkohol można na trzy główne sposoby. Pierwszy to zakup konkretnego płynu jeszcze przed jego rozlaniem do butelek, kiedy leżakuje w beczkach. To tzw. zakup „en primeur”- dokonywany jest po pierwszej ocenie jakości i perspektyw dla danego alkoholu. Drugi sposób to kupowanie już zabutelkowanego płynu, kiedy zostało ono ocenione i sklasyfikowane. Trzecim sposobem jest inwestowanie w alkohole za pośrednictwem firmy inwestycyjnej, której zarządzający wybierają odpowiednie trunki, żeby osiągnąć jak najwyższą stopę zwrotu.

Wino można kupić na wyspecjalizowanych giełdach - wiodącą jest Liv-ex w Londynie. Stopień opłacalności takiej inwestycji pozwala ocenić jeden z kilku indeksów wyliczanych na tej giełdzie. Liv-ex Fine Wine 100, obliczany na podstawie cen stu najbardziej poszukiwanych win na rynku wzrósł w ciągu ostatnich 5 lat o 17 procent. Analitycy wyliczają, że w umiejętnie konstruowany portfel win przyniósł historycznie nawet kilkudziesięcioprocentowe zyski na przestrzeni 5-8 lat.

Popularność wina, jako produktu inwestycyjnego, przebijać zaczyna mocniejszy alkohol - whisky. Indeks zliczający zmiany cen stu najbardziej poszukiwanych butelek w ciągu ostatnich 10 lat wzrósł sześciokrotnie. Wyliczane przez portal rarewhisky101.com przeciętne wzrosty cen najlepszych butelek to około 20 procent w skali roku.

I w tym przypadku najpopularniejsze jest kupowanie whisky w beczkach, albo butelkowanej na aukcjach. Żeby zacząć i kupić kilka perspektywicznych butelek wystarczy nawet 10 tys. złotych. Aukcje organizowane są także w Polsce i można tam kupić wino, whisky, koniaki czy nawet wódkę.

Trzeba pamiętać, że inwestycje w alkohole - podobnie jak inne inwestycje alternatywne - są zyskowne, ale są też obarczone ryzykiem. Ważna jest dość niska płynność na tym rynku - jeśli nabyliśmy fizyczną butelkę to może się okazać, że nie jesteśmy jej w stanie sprzedać z dnia na dzień. Dlatego inwestycje alternatywne powinny być raczej dodatkiem do portfela, a nie jego główną częścią.

Większość oszczędności lepiej lokować bezpiecznie – choćby na dobrze oprocentowanych lokatach bankowych. Te najlepsze to dziś prawie 3 proc. w skali roku. Taką propozycją kusi nas np. Alior Bank z Kontem Mocno Oszczędnościowym. Do pieniędzy tam zgromadzonych mamy czas dostęp, a wypłacanie drobnych kwot w każdej chwili, nie spowoduje, że stracimy odsetki z lokaty.

Sztuka

Dzieła Moneta, Renoira a może Nikifora lub Beksińskiego?

Alkohole

Whisky? Wino? A może wódka?

Samochody klasyczne

Delorean, a może... czechosłowacka Tatra?

Biżuteria

Diamenty, brylanty, kamienie szlachetne...

Sprzęt elektryczny

Zestawy kina domowego, sprzęty stereofoniczne, komputery...